Aloe Vera Gelly Forever

Aloe Vera Gelly Forever dostałam od … chłopaka. Swego okresu zmagał się on z suchą cerą buźi, a produkt ten miał wspomóc w tej dokuczliwości. Niestety, nie spełnił swojego zadania – galaretkę pozyskałam w takim przypadku ja. Od dłuższego czasu moją zmorą była podrażniona skóra w okolicach bikini i na udach – działo się tak na nieszczęście po każdym goleniu… Albowiem więc kosmetyk ten miał działać zbawienie również na podrażnioną cerę, to dlaczego by nie aloe vera gellyspróbować?Zacznę od tego, iż Aloe Vera Gelly Forever do tanich nie należy. W aptekach to wydatek rzędu 60 – 70 złotych. Za tą sumę dostajemy towar w niespecjalnie pięknym zapakowaniu, dość tendencyjnym, kojarzącym się raczej z kremem do dłoni czy też stóp.. Plus taki, iż stawiamy tubkę na jej zakrętce, teraz teoretycznie powinniśmy skorzystać do końca całą zawartość.Swoją historię z aloesową galaretką (jak to ślicznie brzmi…) zaczęłam od nasmarowania buźi. „Działa antyseptycznie (..), przyspiesza niszczenie martywch komórek skóry (..), trzyma odpowiedni dla urodziwej cery odczyn pH (…)” – czytamy w opisie. Rozważyłam w takim razie, że prawdopodobnie powinno się zastosować ją zarówno na tę fragment ciałka, jaką jest nasza twarz. Otworzyłam w takim razie tubkę, nacisnęłam ją. Na moją rękę wydostał się (jest dozwolone wręcz stwierdzić: wyślizgnął się) kosmetyk o zwartości żelu. Przejrzysty. Galaretkowaty. Właściwie nic przyjemnego…Nałożyłam Aloe Vera Gelly Forever(http://www.forever.iq.pl/produkt/galaretka-aloe-vera-gelly) na twarz. Jakie to cholerstwo zawiesiste! Jeżeli tak samo klejąca jest „prawdziwa” galaretka – najdroższy deser z okresów szczeniactwa – to mam do niej uraz do końca życia. Co sporzej, odniosłam impresja, że kosmetyk ten… obciąża twarz. Skóra sprawiała doświadczenie zakamuflowanej pod (lepką) maską, a moje pory wręcz wołały o wyzwolenie. „Dobra, chłopaki, to dla waszego dobra” – pomyślałam i poszłam kimać. Rano obudziłam się z kilkoma miniaturowymi – jak my to mówimy – krostkami na twarzy. Być może pojawiły się dwie, być może trzy – sam fakt się dla mnie liczył, bo nigdy większych szkopułów z skórą nie posiadałam.Postanowiłam porzucić użytkowania Aloe Vera Gelly Forever na twarz i zużytkować ją w celu, jaki od też początku łaził po mojej łepetynie. Dołączyłam do depilacji, wszystko pięknie, pięknie – posmarowałam żelem wewnątrzną stronę ud. Jego zwartość cały czas doprowadzała mnie do szału, ale przeżyłam. A którego wstrząsu doznałam, gdy kolejnego dnia miałam cerę niczym u niemowlaka! Zero podrażnień, zero pieczenia, zero zaczerwienienia.